Na początku był zachwyt, kiedy K. pokazał zaproszenie do SPA zaniemówiłam, do tego nad morzem, gdzie zawsze oboje chcieliśmy pojechać mroźną zimą. Od razu pomyślałam, że pojedziemy razem z Jankiem. Plany szybko się zmieniły, kiedy na stronie internetowej hotelu dostrzegliśmy, że cena za jego pobyt to praktycznie wydatek całego mojego macierzyńskiego, bo hotel okazał się być jedym, o ile nie najdroższym w miasteczku. Do tego podróż, dodatkowe atrakcje na miejscu, zdecydowanie koszty przekraczały nasz niezaplanowany budżet. Rodzice wyszli z propozycją zaopiekowania się bobasem abyśmy mogli pojechać sami. Obaw było całe mnóstwo, pomimo tego, że Janek zostawał już na noc u dziadków, taki wyjazd to zupełnie co innego. Daleko od domu, a jak coś się stanie? Jak będzie płakał? Czy w ogóle odczuje, że mnie nie ma? No i jak ja poradzę sobie bez niego?
Następny problem to ja. Niestety pobyt po porodzie w szpitalu i choroba zostawiła na moim ciele wiele śladów z którymi nadal się oswajam i nie bardzo mam ochotę na paradowanie w kostiumie na basenie czy w saunie. W końcu jednak stwirdziłam, że nie ma się czym przejmować, muszę w końcu się z tym uporać, uspokoiłam się i po kilku dniach przemyśleń zdecydowaliśmy się, jedziemy!
Nie chwaliłam się wcześniej chociaż pomimo obaw cieszyłam się ogromnie, nie było pewności, że nie zawrócimy na najbliższym skrzyżowaniu.
Relacja w zdjęciach, duużo zdjęć bo w końcu mogłam pobawić się moim nowym sprzętem. Nie są idealne ale dopiero się uczę, chciałabym aby kiedyś moje zdjęcia były lepsze.
Pogoda była piękna, skorzystaliśmy i wybraliśmy się na spacer do Wolińskiego Parku Narodowego
Taa, trafił się "miłośnikowi" kotów Maciuś przy kasie, przed wejściem do żubrowiska :D
Wypatrzyliśmy wspaniałą restaurację, piękne stare meble, cudowne żyrandole, wpadliśmy tam na deser i grzane wino
Oczarowani smakiem, ja dodatkowo wystrojem, zarezerwowaliśmy to samo miejsce i wieczorem wybraliśmy sie na kolację
Molo w Międzyzdrojach trochę mnie rozczarowało, kiedyś było można swobodnie po nim pospacerować. Teraz co kilkadziesiąt metrów ustawione są budki z pamiątkami i lodami, przejścia bokami są bardzo wąskie, nie wyobrażam sobie tam spacerować w okresie letnim
Było tak przyjemnie, ciepło, zero wiatru, naprawdę dużo spacerowaliśmy. Mewy paktycznie jadły nam z rąk
Kilka słów o hotelu. Był ładny, choć gdyby nie zaproszenie pewnie nie wybralibyśmy się do niego, ze zwględu na cenę i wielkość. Plusem było położenie przy samym molo i plaży, no i SPA.
Podczas wieczornego spaceru trafiłam na piękną wystawę sklepową. Artykuły mnie zachwyciły, ceny odstraszyły. Następnego dnia jednak pokusiłam się na wejście z obietnicą, że nie kupię żadnej pierdoły ;)
ale nie dało się wyjśc z pustymi rękoma...kupiłam piękny obrus robiony na szydełku, od dawna o takim marzyłam ;)
Na niedzielę zostawiliśmy jeszcze wizytę w Cafe Antyk. Jest to kawiarnia i antykwariat w Międzyzdrojach. Miałam nadzieję, że znajdę tam mebel, którego szukam już od dawna, no i było kilka pojedynczych krzeseł, szkoda tylko, że od tego dnia przez kilka kolejnych niedziel, kawiarnia okazała się być nieczynna...

Zastąpiliśmy to kawą w Szczecinie, w którym nigdy nie byłam, a który mnie zawiódł swym wyglądem. Może w lecie wygląda sympatyczniej. Kawa w miłej, indiańskiej kawiarni położonej na Wałach Chrobrego to była ostatnia atrakcja naszego wyjazdu...
Było bardzo miło, tylko my dwoje. Spacery, rozmowy, czas na przemyślenia. Wróciłam stęskniona, ale wypoczęta i zadowolona. Do rodziców dzwoniliśmy kilka razy dziennie. Wszystko było w najlepszym porządku. Co zmartwiło mnie trochę, w sensie takim, że jest Jankowi u nich tak dobrze jak ze mna?
Trochę mnie sumienie gryzło, że Janek został z dziadkami, pewnie wiele z Was by tak nie postąpiło, ale naprawdę przydał nam się ten wyjazd, w domu czasu dla nas dwoje zwykle jest bardzo mało a nad morzem mieliśmy go tylko dla siebie. I szczerze przyznam, że gdy jeszcze nadarzy sie taka okazja z przyjemnością skorzystamy...